Do spotkania z Pasjonatem, wygranym przez Rotuz 6:4, wracamy wraz z komentarzem trenera Jakuba Kubicy.

Mecz z Pasjonatem Dankowice był dla nas bardzo istotny, bo miał nam dać odpowiedź czy po dwóch porażkach z rzędu (Wilkowice 0:1 i Goczałkowice II 0:2), w których zagraliśmy dobre spotkania, ale oba zakończyły się dla nas porażkami, dodatkowo nie strzeliliśmy w nich żadnej bramki, mimo kilku bardzo dobry okazji, rzekłbym nawet 100-procentowych – wpadliśmy w dół czy po prostu na ten moment byliśmy słabsi od obu drużyn.

Mikrocykl poprzedzający spotkanie z Pasjonatem mocno nastawiony był na aspekt gry w ofensywie, na poprawę skuteczności oraz przede wszystkim decyzyjności pod bramką przeciwnika. Musieliśmy sobie radzić z nieobecnością chorego Pisarka i pauzującego za żółte kartki Bieńki, reszta kadry była do mojej dyspozycji. Widać w treningach rywalizację, każdy chce grać i dlatego wybór podstawowej 11-stki był kluczowym elementem meczu w Dankowicach. Założenia przedmeczowe udało się w większym stopniu zrealizować, ale od początku.


Mecz nie mógł się lepiej dla nas rozpocząć. Drużyna dostała informację odnośnie poprzednich „wejść w mecz” Pasjonata, gdzie zaraz na początku tracił bramki, ale sytuacja gdy dwójkowa akcji braci Feruga od środka boiska została zatrzymana ostrym atakiem w polu karnym na Bartku w 9 sekundzie, nawet mnie zaskoczyła. Po udzieleniu pomocy medycznej Bartkowi w 2 minucie wychodzimy na prowadzenie po pewnie wykonanym rzucie karnym przez Mencnarowskiego. Pasjonat lekko się przebudził i w 15 minucie wykorzystał zawahanie Kowaliczka, który mógł zrobić z piłką wszystko, ale niestety rywal mocno go spresował, zabrał piłkę i przelobował Granatowskiego. W naszym zespole bardzo dobrze funkcjonowała prawa strona i dwójka Strzelczyk – Wronka straszyła swoimi wejściami oraz dośrodkowaniami przeciwnika.

Zespół gospodarzy bardzo dobrze wyglądał w środkowej strefie, gdzie trio Herok-Wróbel-Sadlok napędzało ataki. W 41 minucie po krótko rozegranym wrzucie z autu i dośrodkowaniu Strzelczyka pociągany za rękę został ponownie Bartek Feruga i sędzia dyktuje kolejny rzut karny dla nas. Bramkarz wyczuł intencję Mencnarowskiego, ale nie na tyle, by ją obronić. Po bramce chcieliśmy oddalić grę od naszej bramki i dotrwać do przerwy, by móc wprowadzić pewne korekty. Niestety po kombinacyjnej akcji faulowany w polu karnym przez Cyronia został Herok i w 45 minucie Sadlok doprowadza do wyrównania. Co ważne nie spuściliśmy głów w dół, lecz w drugiej minucie doliczonego czasu gry do pierwszej połowy po wysokim odbiorze piłki przez młodszego z braci Feruga bramkę strzela Adamczyk.

Do szatni schodzimy z prowadzeniem 3:2. Kilka korekt taktycznych i wskazówek co poprawić i wychodzimy na drugą połowę. Niestety wejście w drugą połowę mamy bardzo słabe. W 25 sekundzie po podaniu prostopadłym między linią obrony Sewera pokonuje Granatowskiego w krótki róg i zrobiło się 3:3. Mijają cztery minuty i po dośrodkowaniu Daniela Ferugi z rzutu rożnego bramkę samobójczą strzela… Sewera. Wydawało się już, że najgorsze za nami. Niestety znów zbyt długo zwlekamy z wybiciem piłki w narożniku „szesnastki”, piłkę udaje się przejąć i przy linii bocznej nasz zawodnik zostaje faulowany, sędzia asystent podniósł chorągiewkę, lecz główny podjął inną decyzję, zawodnik z Dankowic zabiera piłkę i dośrodkowuje wprost na głowę niekrytego Sadloka i robi się wynik 4:4. Mecz jakby się na chwilę uspokoił. Mniej błędów indywidualnych w obu drużynach, dużo gry w środkowej strefie. W 71 minucie po raz czwarty wychodzimy na prowadzenie i po odbiorze i podaniu prostopadłym Adamczyka bramkę zdobywa aktywny od początku spotkania Bartłomiej Feruga. Pod koniec spotkania przy dośrodkowaniu z rzutu rożnego najpierw sędzia gwiżdże kolejny dla nas rzut karny, ale chwilę później wycofuje się z decyzji. Niestety w tej sytuacji z urazem głowy boisko musiał opuścić Wieczorek, który chwilę wcześniej pojawił się na nim. W 83 minucie „zabijamy” mecz gdzie po dograniu Szczeliny z bocznego sektora mocny strzałem z 16 metra bramkę zdobywa Daniel Feruga.


Jaki to był mecz? Szalony, pełen zwrotów akcji, z dużą ilością błędów indywidualnych, ale na pewno kibicom się podobało, bo rzadko pada 10 bramek w meczu piłkarskim. Ja jestem zadowolony, że to nad czym pracowaliśmy w treningach przyniosło dużo dobrego i dało nam to w ostateczności zwycięstwo, a to był nasz cel. Z grą nie było już tak dobrze, o czym świadczy strata 4 bramek, ale znów w ofensywie wszystko zagrało, bo też zdobyliśmy 6 bramek. Słowa uznania dla chłopaków, bo każdy dołożył małą cegiełkę do zwycięstwa i znów mógł wrócić wesoły bus do Bronowa. Chwila odpoczynku i pracujemy dalej przed mini maratonem meczów z drużynami z Podokręgu Tyskiego (Juw-e, Zet Tychy oraz Iskrą Pszczyna).

Pasjonat Dankowice – Rotuz Bronów 4:6 (2:3)

Gole:
0:1 Mencnarowski (2’, z rzutu karnego)
1:1 Kupczak (15’)
1:2 Mencnarowski (41′, z rzutu karnego)
2:2 Sadlok (45′, z rzutu karnego)
2:3 Adamczyk (45+2′)
3:3 Sewera (46’)
3:4 Sewera (50’, sam.)
4:4 Sadlok (53’)
4:5 B. Feruga (71’)
4:6 D. Feruga (88’)

Skład – Granatowski – Strzelczyk, Mencnarowski, Kowaliczek (17′ Stanclik), Cyroń, Wronka (77′ Wizner), D. Feruga, Świerkot, Dzida (67′ Wieczorek, 83′ Szczelina), Adamczyk (89′ Rodak), B. Feruga