Finał Pucharu Polski, nawet na szczeblu Podokręgu to spore osiągnięcie dla tak małego i młodego klubu jak Rotuz. Dlatego mimo porażki w finale Bronowska ekipa może być dumna z siebie. 

Rotuz przegrał z rezerwami Podbeskidzia Bielsko-Biała. Drużyna ta na co dzień jest wiceliderem IV ligi, więc średniaka grającego w Okręgówce powinna pokonać bez większego wysiłku. Jednak Bielska drużyna podeszła niezwykle poważnie do tego starcia, specjalnie na ten mecz zasiliła swą kadrę kilkoma zawodnikami pierwszej drużyny. Nie było mowy o lekceważeniu, a co więcej wysłano jasny sygnał że mają respekt dla Rotuza. 

Mecz od początku był bardzo dynamiczny, Rotuz grał swoje i nie zamierzał się cofać do głębokiej defensywy. Widać było że to Bielska ekipa jest drużyną z IV ligi, mimo to Rotuz również potrafił zaskoczyć rywala kilkoma akcjami, nie mieli również problemu z zakładaniem wysokiego pressingu i zmuszaniu rywala do kilku błędów. Stroną przeważającą było oczywiście Podbeskidzie, ich akcje były szybkie, często na jeden kontakt jednak pierwsze strzały były albo niecelne albo kończyły się interwencją bramkarza Rotuza. Dopiero w okolicy 20 minuty długa piłka za plecy Bronowskich obrońców skończyła się akcją dwóch na bramkarza, po tej okazji piłka musiała znaleźć się w bramce Rotuza. Po kilku minutach mógł być remis, jednak piłka uderzona z rzutu wolnego przez Daniela Ferugę obiła jedynie poprzeczkę bramki. Swoje okazji mieli również rywale, kapitalnie bronił Granatowski, nie dopuszczając do utraty gola. W odpowiedzi sytuację miał tym razem Bartłomiej Feruga, który jednak z bliskiej odległości uderzył niecelnie głową. Zamiast gola wyrównującego, mieliśmy drugie trafienie rezerw Podbeskidzia w okolicy 30 minuty, kiedy to z piłką minął się Mencnarowski, trafiła ona pod nogi gracza Podbeskidzia, a następnie do bramki bezradnego Granatowskiego. Odpowiedź Rotuza była piorunująca jednak w sytuacji sam na sam znów spudłował Bartłomiej Feruga… Zamiast bramki kontaktowej, Rotuz dostał kolejnego gola od rywala. Do przerwy nie wydarzyło się już nic nadzwyczajnego. 

Po zmianie stron obie drużyny przeprowadziły kilka zmian, obraz gry nie uległ jednak wielkiej odmianie. Podbeskidzie troszkę zwolniło tempo utrzymując korzystny wynik. Rotuz natomiast wyczerpał pomysły na stworzenie jakichkolwiek sytuacji bramkowych, najlepszą okazję miał Skęczek który w momencie strzału z bliskiej odległości został zablokowany przez rywala. Jak zwykle skuteczniejsi byli gracze Górali i pomiędzy 60 a 65 minutą zdobyli dwa gole po ładnych akcjach. Najładniejsza akcja meczu odbyła się w 84 minucie meczu, jej głównym aktorem był Bronowski obrońca Krystian Cyroń. Najpierw odebrał piłkę rywalowi na środku boiska, wymienił podanie z partnerem z pomocy i po kilku krokach oddał strzał z okolicy trzydziestego piątego metra.

-podniosłem wzrok, dostrzegłem że bramkarz jest znacznie oddalony od własnej bramki, dlatego zdecydowałem się na techniczne uderzenie które wpadło za kołnież bramkarza rywala. Tak opowiadał o akcji bramkwej po meczu autor gola. 

W ostatniej akcji meczu, swój świetny występ podkreślił również Granatowski, broniąc rzut karny. 

Rotuz zagrał dobre odważne spotkanie w meczu finałowym, nie bronili, nie kalkulowali tylko grali ciesząc się piłką. Wygrał rywal lepszy i bardziej doświadczony. Jednak nowa karta historii została napisana i to się nie zmieni!

Rotuz Bronów vs TS Podbeskidzie II 1:5 (0:3)
0:1 Mat. Stryjewski (21’)
0:2 Mat. Stryjewski (32’)
0:3 Chmiel (35’)
0:4 Merebashvili (62’)
0:5 Mat. Stryjewski (65’)
1:5 Cyroń (85′)

Rotuz:
Granatowski – Strzelczyk (75′ Tański), Bieńko (46′ Stanclik), Mencnarowski, Cyroń, Wronka (82′ Wizner), D. Feruga, B. Feruga (38′ Rodak), Wieczorek, Adamczyk, Szczelina (55′ Skęczek)

TSP II:
Brańczyk – Willmann (63′ Piecuch), Felsch, Batelt, Bernard, Mat.Stryjewski (67′ Biskup), Liszka, Czader, Chmiel (76′ Burda), Stempniewicz, Merebaszwili (71′ Studnicki)