Przy pięknej wręcz letniej pogodzie w sobotnie południe okręgowa piłka nożna wróciła na boisko do Bronowa. Murawa była dobrze przygotowana do gry w piłkę, tak samo jak i obie drużyny, nastawione wyłącznie na zwycięstwo.

Rotuz nie był faworytem tego meczu, tym bardziej dziwił obraz gry w pierwszej połowie gdzie Bronowianie na pewnie odstawali poziomem organizacji gry a śmiało można powiedzieć że wręcz dyktowali tempo gry. Rywal jednak nie ustępował niczym w tym spotkaniu a jedyne czym przewyższył rywala to skuteczność i cierpliwość w sytuacjach bramkowych. Akcje gospodarzy często kończyły się w obrębie pola karnego rywali, natomiast ani razu w bramce nie znalazła się piłka, a przecież o to w tym chodzi. Goczałkowice natomiast wykorzystały szansę jaką był szybki kontratak i tym sposobem udało osiągnąć się jednobramkowe prowadzenie w pierwszej połowie. 

W drugiej części gry Rotuz zmarnował tak wiele sytuacji bramkowych że nawet najstarsi kibice przestali wierzyć, że piłka wyląduje w bramce rywali. Tak też się stało, ponieważ piłka w najlepszym razie mijała o centymetry jeden i drugi słupek przyjezdnych. Nawet gdy Rotuz grał w dziesięciu w  skutek drugiej żółtej kartki dla Bieńki, nie zabrakło animuszu w akcjach ofensywnych, w dalszym ciągu brakowało najważniejszego, precyzji i zimnej krwi! Efekt był taki że to rezerwy LKS-u podwyższyły prowadzenie w ostatnich minutach meczu a w Bronowie można było wyczuć w powietrzu sporą złość i spora dawkę niedosytu. 

Rotuz Bronów – LKS II Goczałkowice-Zdrój 0:2 (0:1)

Gole:

0:1 Piekar (18’)

0:2 Grygier (89′)

Skład: Granatowski – Strzelczyk (85′ Tański), Mencnarowski, Bieńko, Cyroń, Wronka (84′ Rodak), D. Feruga (67′ Pisarek), Świerkot, Dzida (46′ Wieczorek), Adamczyk, B. Feruga