Mecz został rozegrany o 10.00 na sztucznej murawie w Czechowicach, każdy spieszył aby zacząć celebrować święta w domowym zaciszu. Jednak jak się okazało najbardziej spieszył się Bartek Feruga który po 5 minutach gry miał na swym koncie 2 bramki dając jasny sygnał swoją postawą która drużyna będzie bardziej świętować przez ten weekend…

Czytając przedmeczowe wypowiedzi płynące z obozu Kobiernic było wiadomo że drużyna beniaminka nie ma zamiaru zatrzymać się po dwóch wiosennych zwycięstwach. Jasne że sami nie chcieli się zatrzymać, dopiero Rotuz zaciągnął im stanowczo hamulec awaryjny. Bronowianie weszli w to spotkanie idealnie, rzucili się na rywali jak Polacy na Estończyków już od pierwszych minut. Pierwsze 2 strzały zakończyły się golami, taki szybki gong musiał zaboleć rywali, jednak Rotuz nie zwalnia tempa. Już w kolejnych minutach świetną sytuację miał między innymi Adamczyk, piłka jednak mijała nieznacznie słupek lub dobrze interweniował bramkarz przyjezdnych. Ok 20 minuty Rotuz oddał inicjatywę, w zasadzie na własne życzenie, ponieważ w skutek niechlujności w grze kilkukrotnie w banalny sposób została odda piłka rywalowi. Ekipa gości nie zrobiła jednak z tych prezentów należytego pożytku bo nawet nie udało oddać się celnego strzału a wszystko kończyło na delikatnym zamieszaniu. Po kilku chwilach roztargnienia mecz wrócił pod kontrolę gospodarzy, jednak nie na tyle aby zdobyć kolejne gole bo jak to często bywa w tej drużynie, zwyczajnie zabrakło wykończenia.

„Dwubramkowe prowadzenie to bardzo niepewny wynik” mawia słynne trenerskie powiedzenie. W tym meczu nie miało to kompletnie zastosowania, Soła zwyczajnie nie miał żadnych argumentów aby odmienić losy meczu. Rotuz nadal atakował, Feruga obsesyjnie szukał sposobu na ustrzelenie hat-tricka, jednak jego próby kończyły się niepowodzeniem. Dobre sytuacje mieli również Adamczyk którego strzał wylądował na poprzeczce, Wizner uderzył obok słupka, uderzenie Wieczorka obronił bramkarz podobnie jak Świerkota. Soła natomiast oddała w końcu celny strzał, mam jednak obawy że nie odnotował tego nawet Granatowski. Dopiero pod koniec meczu w zamieszaniu pod bramkowym oddał strzał Mencnarowski, nie wiem czy miał takie intencje ale piłka wpadła tuż obok dalszego słupka do bramki rywali.  Po tym incydencie przyjezdni stracili już kompletnie ochotę do gry, trener Rotuza dzięki temu mógł dać pograć rezerwowym co również uatrakcyjniło widowisko dzięki świeżej krwi i nieszablonowym zagraniom, w tym aspekcie przodował Dzida.

Rotuz wygrał pewnie i zdecydowanie, Soła podjęła wyzwanie jednak nie był to zdecydowanie ich dzień. 

Rotuz Bronów – Soła Kobiernice 3:0 (2:0)

Gole:

1:0 B. Feruga (2′)

2:0 B. Feruga (5′)

3:0 Mencnarowski (85′)

Skład: Granatowski – Strzelczyk, Mencnarowski, Bieńko, Cyroń, Wronka (67’ Dzida), D. Feruga (46’ Kowaliczek), Świerkot, Wieczorek (67’ Wizner), Adamczyk (84’ Tański), B. Feruga (89’ Banaszkiewicz)